Być jak Alexander Skarsgård
Nikt od czasów Timotheego Chalameta i Harry’ego Stylesa swoim wyglądem nie narobił tyle szumu. Nic dziwnego, że stał się ulubieńcem mediów poświęconych męskiemu stylowi. Czy warto go naśladować? To zależy. Spoiler: głównie od odwagi i poczucia humoru.
Pięćdziesięcioletni Skarsgård, ceniony i nagradzany aktor, a przy okazji syn jeszcze sławniejszego Stellana ("Diuna", "Thor", serial "Czernobyl", dzieła Larsa von Triera), to dzisiaj pupil magazynów pokroju Esquire, GQ i Vogue.
Mało który gwiazdor bowiem potrafi tak bardzo zwracać na siebie uwagę. Tytuły analizują jego wieczorowe looki na czerwonym dywanie, a dzienne kreacje - poza nim, wręcz podczas spędzania czasu w ogródku. Rozważaniom poddawane są nawet… części jego ciała. By wspomnieć o magazynie High Snobiety i opublikowanym w nim eseju pod wiele sugerującym tytułem "Nie możesz mówić nogom Alexandra Skarsgårda, co mają robić", nawiązującym do nagłego zamiłowania aktora do chodzenia w szortach. Albo i w majtkach. Publicznie.
W filmach zaczął występować w wieku siedmiu lat, jako nastolatek jednak - nie potrafiwszy udźwignąć nagłej popularności - skoncentrował się na nauce. Po odbyciu służby w szwedzkiej marynarce wojennej aktorski zew powrócił. Skarsgård zagrał m.in. w głośnej komedii Zoolander i w miniserialu "Generation Kill". Przełom nastąpił jednak w 2008 roku, gdy w emitowanym przez kolejne sześć lat serialu "True Blood" wcielił się w rolę wampira Erica Northmana.
Po niemal dekadzie doczekał się pierwszych ważnych nagród. Za rolę agresywnego męża w fetowanych przez krytykę "Wielkich kłamstewkach" (partnerowała mu w nich Nicole Kidman) otrzymał Primetime Emmy i Złoty Glob.
Następnie pojawił się w "Godzilli kontra Kongu", historycznym "Pomiędzy", kostiumowym "Wikingu", czarnej komedii "Pillion" i, oczywiście, w głośnej "Sukcesji", w której udział przyniósł mu kolejne nominacje do wyżej wspomnianych statuetek.
Siłą rzeczy - zwłaszcza że jesteśmy w Hollywood, w którym aktor przez lata zresztą mieszkał - takie osiągnięcia sprawiły, że Skarsgårdem zainteresowały się lifestyle'owe tytuły.
"Nikt nie prezentuje stylu lat 70. tak dobrze, jak Alexander Skarsgård", pisał, na przykład, brytyjski Esquire. Rok był 2019 i aktor - choćby na premierze "Wielkich kłamstewek" - celował wówczas w dwurzędowe garnitury z marynarkami z klapami w szpic, w dzianinowe krawaty i koszule koloru taupe (szaro-brązowe). Jedynie spodnie - wbrew panującym drzewiej fasonom - wybierał węższe, dla update’u wyglądu. Choć obecnie także wyglądałyby świetnie. Nota bene dziś, gdy odcienie brązu są najmodniejszą barwą męskich kolekcji, stylizacja aktora sprzed siedmiu lat wygląda na wskroś atrakcyjnie i aktualnie.
Szyk Skarsgårda na tyle zachwycił redakcję Esquire’a, że ta poprosiła go o prowadzenie dziennika swojego stylu. Pisał, że "uosabia skandynawski etos, w którym króluje minimalizm, a mniej znaczy więcej, odrzucając jednorazowe trendy i logo na rzecz ponadczasowych klasyków, takich jak wełniane kurtki - bosmanki, marynarki w pepitkę i botki typu chelsea".
O garniturze pisał ze swadą: "nie mogę go nosić, jeśli nie czuję się w nim komfortowo. Styl to emanowanie pewnością siebie, więc jeśli czujesz się niepewnie, to będzie to widać. Dlatego im bardziej jest pognieciony, tym lepiej wygląda. To taki garnitur, który możesz założyć w środku lata, upić się na polu i obudzić następnego ranka, a będzie wyglądał jeszcze lepiej niż poprzedniej nocy".
Same marynarki były dlań niezbędne w szafie, bo można je zestawiać ze sneakersami, jeansami i T-shirtem, by uzyskać "super casualowy look, lecz trochę też elegancki". Buty z kolei traktował, jeśli można tak to ująć, personalnie. "Lubię buty, kiedy widać, że są noszone; jakby były przedłużeniem ciebie. Może wyglądają trochę dziwnie na czerwonych dywanach, gdzie wszystko lśni, ale lepiej, gdy mają swoją historię".
Styl Skarsgårda można było nazwać oszczędnym jeszcze w 2022 roku. Podczas kampanii promocyjnej "Wikinga", zamiast strojów prosto z wybiegu, aktor zaprezentował garderobę kapsułową, tj. elegancki czarny garnitur, będący jednym z najbardziej uniwersalnych elementów szafy (o ile jest dobrze skrojony i porządnej jakości). W ciągu zaledwie kilku dni nosił go z czarnym cienkim swetrem z okrągłym dekoltem, z białą koszulą, ciemnym krawatem i wypolerowanymi derbami, tworząc bardziej klasyczny look oraz - dla odmiany - z czerwonymi skarpetkami i trampkami Converse.
W rozmowie z GQ aktor przyznał: "Żyjąc na walizkach, zdałem sobie sprawę, że nie brakuje mi niczego. Nie potrzebuję 15 par dżinsów. Nie potrzebuję tony tenisówek. Rozdałem lub sprzedałem większość rzeczy". W Guardianie dodał z kolei, iż "nie ma energii", żeby co rano myśleć o stroju dłużej niż dwie minuty. Stąd praktycznie codziennie nosi to samo - kaszmirowe bluzy, czarne dżinsy lub dopasowane spodnie, a okazjonalnie skórzaną kurtkę motocyklową.
"Oto nie do końca tajny sekret nowej fali skandynawskich stylizacji, którą Skarsgård uwielbia: kup kilka świetnych ubrań, najlepiej w odcieniach czerni, szarości, granatu i bieli, i nie zastanawiaj się nad resztą", pointował Guardian.
W ostatnich latach Skarsgård repertuar swojej szafy radykalnie powiększył. Po części sprawiły to nowe role, nierzadko ekscentryków. Niewykluczone, że sprawiła to współpraca ze stylistą Harrym Lambertem, ubierającym także Harry’ego Stylesa. Możliwe, że obrzydły mu ubrania, w których grał w "Sukcesji", serialu odpowiedzialnym za szał na punkcie tzw. cichego luksusu, całkowicie pozbawionego wizualnych fajerwerków. Ewidentnie jednak za nimi - jak kiedyś za aktorstwem po latach przerwy - zatęsknił.
Na premierach, galach, eventach zaczął pojawiać się w luźnych spodniach, ozdobionych cekinami, noszonych do szarej marynarki, białej koszuli, różowej muchy i zdecydowanie lśniących od nowości butów. Albo - promując "Murderbota" - w długiej do ziemi kurtce, przypominającej sutannę. Względnie w bezrękawnikach z kołnierzykiem, odsłaniając plecy przed tłumem i przypominając jakąś męską wersję króliczka Playboya. Zatem - co najmniej dziwnie.
Bywało, że przez kilka dni paradował w dresach, adidasach i niebieskiej bluzie z napisem "Dream girl", wydrukowanym żółtymi literami dzięki uprzejmości marki Ladycotton, specjalizującej się, jak podały media, w odzieży erotycznej.
Wcześniej pojawił się w obcisłym T-shircie brytyjskiego artysty Joe Sweeneya (z pasującymi, równie obcisłymi, skórzanymi spodniami Saint Laurenta) z napisem "Hot Buffet". Ale też przyjechał na Festiwal Filmowy w Cannes w białym T-shircie z ilustracją mężczyzny liżącego podeszwy skórzanych butów. Do tego w butach za kolano i skórzanych strojach inspirowanych klimatami bondage.
Możliwe, że nie wyszedł z roli, bo w "Pillionie" zagrał przywódcę queerowego gangu motocyklowego, który wchodzi w relację dominująco-uległą. Przy swoim 1,93 cm wzrostu tylko potęgował wrażenie.
W ten sposób Alexander Skarsgård czerwony dywan zamienił w wybieg alternatywnej mody. Znaczna część mediów wpadła w ekscytację, ciesząc się, że zredefiniował nowoczesną modę męską. I że jest o czym pisać i mówić, wiadomo. Przyznawały jednak, że trudno stwierdzić, by owe stylizacje były szykowne. "Zamiast próbować to zrozumieć, po prostu cieszmy się nimi", konkludował Fashion Magazine.
Skarsgård, prywatnie ojciec czterolatka, efektu relacji z aktorką Tuvą Novotny, związany wcześniej m.in. z Alexą Chung, Katie Holmes, Margot Robbie, Kate Bosworth, Amandą Seyfried (wypadałoby dać status związków: "to skomplikowane", stąd magazyny, jak Vogue Australia, zamieszczały swego czasu nawet "Przewodnik po dziewczynach Skarsgårda"), w brytyjskim programie telewizyjnym Lorraine wystąpił w infantylnych szortach w kratę, białych podkolanówkach, krawacie i beżowej krótkiej kurtce. - Chciałem dziś wyglądać seksownie – powiedział prowadzącemu talk show Ranvirowi Singhowi.
Nie jestem pewien, czy to dobry trop.