Jakich ubrań nie wkładać na podróż samolotem? © East News | Piotr Kamionka/REPORTER

Jak spakować się na city break?

Michał Zaczyński

Z głową. Praktycznie, wygodnie, inteligentnie. Poznaj kilka patentów i przekonaj się, że nie trzeba brać wiele, by spakować się dobrze.

Wakacje minęły, ale przełom lata i jesieni to najlepszy pogodowo moment na city break. Wbrew pozorom, standardowy rozmiar 55×40×20 cm podręcznej walizki czy torby umieszczonej w luku bagażowym (niektóre linie lotnicze są "hojniejsze", akceptując kilka centymetrów więcej) pozwala na zabranie wielu potrzebnych rzeczy.

Przemyśl to, jak się spakujesz

Zanim wrzucisz ubrania do walizki, zastanów się jednak nad celem podróży i planowanymi aktywnościami. Sprawdź pogodę miejsca, do którego się wybierasz. Określ sytuacje i okazje, w jakich tam wystąpisz. Planujesz wieczór w wystawnych wnętrzach, spotkanie służbowe czy po prostu pokręcisz się po okolicy, przesiedzisz godziny w kawiarnianym ogródku, by pogapić się na ludzi (w końcu po to wymyślono duże miasta)? Wszystko to ma znaczenie.

Większość miejskich wypadów obejmuje spacery, jakiś transport publiczny, posiłki na mieście, wieczorny drink (imprezę?) i zdjęcia do wstawienia na social media, na których – przyznajmy – warto dobrze wyglądać.

Dlatego – prawda ogólna: warto nie wyglądać jak turysta. A tego coraz częściej błyskawicznie rozpoznaje się właśnie po przypadkowym, niedbałym stroju. W niektórych krajach – z Włochami na czele – jest to wręcz premiowane życzliwszym nastawieniem, milszą obsługą. Powód? Tam strój to wyraz szacunku do kultury i ogólnie do ludzi. Poza tym głupio wyjdzie, gdy wszyscy obok będą w marynarkach, a ty w polarowej bluzie.

Zacznij od góry

Zatem – zaczynając od góry – zamień bluzę na marynarkę lub dopasowaną kurtkę skórzaną. City break to nie survival, ma w nazwie city, miasto, więc właściwsza będzie miejska elegancja niż strój jak na obóz sportowy. Do tego pasujące do wszystkiego gładkie, białe i czarne T-shirty lub koszulki polo – wyjdzie ze smakiem, stylowo, nie będziesz jednak czuć się przebrany lub ubrany ponad okazję.

Marynarka męska w kratkę i dodatki
Marynarka męska w kratkę i dodatki © Adobe Stock

Jedna para dobrze dobranych spodni również sprawdzi się przez kilka dni, jeśli zestawisz ją z różnymi koszulkami. Wybierz materiałowe, z gumką w pasie. Wygodne niczym dresy, ale nonszalanckie, a dodatkowo ładnie modelujące sylwetkę.

Metoda "5-4-3-2-1"

Belgijski podróżnik i fotograf Frederic Paulussen proponuje, by na czterodniowy wyjazd pakować się metodą "5-4-3-2-1", czyli pięć kompletów bielizny (jeden awaryjny), cztery koszulki, trzy akcesoria (czapka, torba, okulary przeciwsłoneczne), dwie pary spodni i jedna para butów plus jedna bluza z kapturem, bo nawet latem wieczory bywają chłodne, a klimatyzacja w samolocie jest lodowata. I słusznie. Jednak w sytuacji, gdy wyjazd jest krótszy, pierwsze dwie cyfry należy odpowiednio obniżyć o jeden czy dwa.

Ja do tej listy dorzuciłbym koszulkę i spodenki do spania, które można wykorzystać także jako ubrania noszone w pokoju czy pensjonacie oraz parasol. Ten ostatni niby kosztuje w drogeryjnych dyskontach grosze, zawsze jednak tak się składa, że gdy zaczyna padać, w pobliżu nie ma żadnego czynnego Rossmanna (lub jego lokalnego odpowiednika).

Układaj z głową

Zadbaj o to, by rozsądnie ułożyć rzeczy w walizce: ewentualną marynarkę czy koszulę – a więc ubrania najbardziej podatne na zagniecenia, daj na spód, resztę zroluj zamiast składać. Oszczędzisz też przestrzeń w bagażu.

Umówmy się: na kilkudniowy wyjazd nie zabierzesz przecież turystycznego żelazka, bez względu na to, jak byłoby małe, lekkie i w dodatku składane. I mimo że większość hoteli czy apartamentów na krótki wynajem dysponuje żelazkiem, szkoda będzie ci poświęcać czas na prasowanie. Dlatego wybierz rzeczy z materiałów, które przesadnie się nie mną.

walizka, bagaż podręczny, bagaż, pakowanie się
Pakuj się z głową - układaj rzeczy tak, żeby zmieścić ich jak najwięcej © Adobe Stock

Pamiętaj, by po dotarciu do celu rozpakować się. Nikt tego nie lubi, ale dzięki temu nie będziesz musiał za każdym razem grzebać w walizce i przekładać rzeczy, dodatkowo je gniotąc. To niewygodne i niepraktyczne. Ubrania, które pogniotły się w transporcie, powieś w łazience, aby podczas relaksu pod prysznicem para mogła częściowo rozprostować zagniecenia.

Sprytny patent? Pokrowce do pakowania, zwane też organizerami. Ostatnimi czasy stały się niemal fetyszem podróżujących. Te próżniowe, z odsysanym powietrzem, znane z efektownych filmików na Instagramie, można sobie darować. Aż tyle ubrań nie jest potrzebnych; nie są też praktyczne, bo nie da się sięgnąć do nich na chwilę, nie dekompresując pokrowca.

Co innego klasyczne, zamykane na zamek błyskawiczny. Dostępne w wielu rozmiarach, potrafią pomieścić imponującą liczbę ubrań i jednocześnie utrzymać idealny porządek w bagażu. Różnią się od siebie na tyle, że autor brytyjskiego dziennika "Guardian" przeprowadził test organizerów 26 marek, by wybrać najlepsze w stosownych kategoriach. Oceniał pakowność, rodzaj i wytrzymałość tkaniny, jakość i płynność zamków, umieszczenie suwaków i tak dalej. Zatem sporo, jak na – wydawałoby się – nieskomplikowany produkt.

Organizery do pakowania się

Za najlepsze uznał te od Eagle Creek, doceniając między innymi dwie oddzielne kieszenie w każdej komorze, które można wykorzystać według własnego uznania: jedną stronę na czyste ubrania, a drugą na brudne, albo po prostu oddzielić koszule od spodni. Świetnie też wypadły organizery marki Thule – za zastosowanie lekkiego, wytrzymałego nylonu ripstop 100D i lepszą kompresję, sztywne boki wzdłuż zamków błyskawicznych, które pomagają im zachować kształt, oraz uszczelniony zamek błyskawiczny YKK ze zwiększoną wodoodpornością.

pakowanie walizki
pakowanie walizki © WP

Ja używam organizerów dostępnych stacjonarnie w Warszawie i Wrocławiu (oraz, naturalnie, online) marki Arket – częściowo bądź całkowicie wykonanych z siatki, dzięki czemu widać dokładnie, co dany pokrowiec zawiera i z bardzo solidnymi suwakami, z których Arket zresztą słynie. Zaletą takich pokrowców jest również to, że "oddychają", zatem ewentualna wilgoć, która przypadkiem mogłaby się wedrzeć do pokrowca, nie zrujnuje – choćby zapachowo – ubrań.

Buty zajmują najwięcej miejsca, więc ogranicz się do minimum. To jest do dwóch par – bardziej eleganckich, na wieczór, i mniej – na dzień. Jeśli decydujesz się tylko na jedną parę, wybierz loafersy. Budują styl, nie sposób wyglądać w nich źle czy niemodnie, pasują w sumie do wszystkiego. Ważne tylko, by miały gumową podeszwę i były wygodne jak sneakersy. W innym przypadku – szkoda się męczyć i sportowe obuwie będzie najwłaściwsze. Najlepiej jednokolorowe, czarne bądź białe, bo to klasyk i z każdą garderobą stworzy sensowny zestaw.

Loafersy
Loafersy © Getty Images | PKpix, StepPro, Thomas Barwick, dontree_m

Warto spakować też gumowe klapki. Przydadzą się do chodzenia po hotelu czy apartamencie (nawet najstaranniej czyszczone podłogi nie mają właściwości antybakteryjnych), względnie na basen, ale też zabezpieczą na wypadek otarcia przez klasyczne buty. Lepiej złożyć takie niż zrezygnować z aktywności, względnie poświęcać cenny czas na szukanie w sklepach kolejnej pary – na którą nie ma miejsca w bagażu. I która też będzie nowa, zatem może obetrzeć. Aha, wykorzystując wolne przestrzenie, do wnętrza butów możesz włożyć skarpetki lub mniejsze przedmioty.

No i akcesoria. Protip to torba na ramię lub minimalistyczny – zatem pasujący do wszystkiego – miejski plecak, by mieć wolne ręce, wszystkie potrzebne podczas zwiedzania rzeczy przy sobie i mieć gdzie schować zakupy, zamiast krążyć po mieście ze sklepowymi reklamówkami. Torba czy plecak powinny być odpowiednio zamykane – im bardziej atrakcyjne turystycznie miasto, tym niestety łatwiej o kieszonkowców. Nie ułatwiaj im pracy.

Nie zapomnij o kosmetykach

Kosmetyki? Wystarczy kilka podstawowych; praktyczniej zabrać końcówki używanych w domu, zużyć do końca i wyrzucić, by nie brać z powrotem, zyskując nieco miejsca na zakupy czy pamiątki. Względnie – mini wersje z drogerii. W przeciwieństwie do organizerów na ubrania, turystyczne małe pojemniki, by przekładać do nich kremy, pasty itd., są średnio praktyczne. Zwykle nie zużyjemy ich do końca, zapominamy o nich po powrocie i o tym, co zawierają. Zatem to marnowanie i czasu, i pieniędzy. Wyjątek stanowią fiolki wielokrotnego użytku na perfumy, wygodniejsze do wzięcia na kilka dni niż ciężkie zazwyczaj flakony. Alternatywą nie zawsze są próbki dołączane do zakupów; nie ma gwarancji, że te zapachy trafią w nasz gust, a irytująca woń, której trudno pozbyć się ze skóry, skutecznie potrafi zepsuć humor.

Na wszelki wypadek miej w kosmetyczce lek przeciwbólowy, a w przypadku nowych (lub w miarę nowych) butów – obowiązkowo plastry z opatrunkiem. Otarte nogi to ostatnia potrzebna ci rzecz podczas wielogodzinnego zwiedzania.

I na koniec kilka rzeczy do rozważenia. Na przykład, słuchawki z redukcją szumów. Przyda się też powerbank (kto utknął na długie godziny na lotnisku, ten wie, o czym mowa), metalowa, utrzymująca temperaturę, butelka na napoje i – oczywiście – książka.

Wszystko to, łącznie z ładowarką, trzymaj w łatwo dostępnym miejscu: zwykle w zewnętrznej kieszeni walizki czy torby, bez potrzeby otwierania jej przy postronnych. Albo w małym bagażu osobistym, wraz z portfelem, dokumentami, kluczami i innymi potrzebnymi drobiazgami. W moim przypadku to między innymi krople do oczu (lot, a zwłaszcza drzemka podczas lotu drastycznie wysuszają spojówki), zatyczki do uszu (gdy niewygodnie podczas owej drzemki mieć nałożone słuchawki), płyn dezynfekujący do rąk oraz notes i przybory do pisania, gdyby nagle pojawiła się wena i – ogólnie – ciekawe pomysły, a te podczas podróży i urlopu przychodzą nadprogramowo często.

Wybrane dla Ciebie